sobota, 7 stycznia 2012

Charakterystyka Leku

Miało być o charakterystykach produktów leczniczych (ChPL). Zawarte tam między innymi informacje o wskazaniach do stosowania danego leku są podstawą rejestracji produktu. Zazwyczaj wszystkie wskazania mają leki oryginalne, pojawiające się z czasem generyki - już nie, bo to kosztuje. W ten sposób ta sama substancja czynna w różnych lekach, okazuje się być różnowartościowa nie dlatego, że tak wynika z badań klinicznych, ale z urzędniczej decyzji. Refundowane są preparaty, których zastosowanie jest zgodne z wskazaniami rejestracyjnymi, inne w tych samych schorzeniach mają 100% odpłatność.
Co więcej, im dłużej jakaś substancja czynna jest na rynku, tym więcej o niej wiemy i zaczyna się ją wykorzystywać w innych działach medycyny, w zupełnie innych chorobach, w których rejestracji już nie ma. Tu interes państwa stoi w pozornej sprzeczności z interesem pacjenta - pozornej, bo wydatki na refundację takiego leku byłyby niższe niż koszty leczenia np. powikłań, których można by uniknąć. Albo absencji chorobowej. Tego jednak urzędnicy nie dostrzegają.
Zostawmy jednak koszty. Przypuśćmy, że wystawiam recepty zgodnie z nowymi przepisami. Weźmy taką atorwastatynę - dostępnych jest chyba 18 jej preparatów. Żeby zapisać odpowiednią dla pacjenta po zawale serca, muszę przejrzeć 18 ChPL, nie tylko tych refundowanych, bo może okaże się, że odpowiednią rejestrację ma tylko któryś nierefundowany. A może wszystkie? Zapewne ChPL powinny leżeć na moim biurku, trzy tysiące stron, nieprawdaż? Skąd je jednak wziąć? Na stronach MZ - nie ma, NFZ - nie ma, na stronach Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych - są, ale tylko te zarejestrowane po 1 maja 2011 r. To może firmy farmaceutyczne? Na stronach niektórych trzeba udostępnić dane osobowe z numerem prawa wykonywania zawodu, żeby móc przeczytać taką charakterystykę. Nie podoba mi się to. Dziękuję, nie skorzystam. Załóżmy jednak, że mam te charakterystyki. Ile czasu trwa przeszukanie takiej ilości papierów? Bo przecież żadna baza danych tego typu nie istnieje. Nawet gdyby istniała...
Wystawiam receptę z nazwą międzynarodową leku. Nie obchodzą mnie wskazania rejestracyjne, a kliniczne. Poświęcam czas na badanie pacjenta i rozmowę z nim.
Bo KEL mnie zobowiązuje do dostosowania moich działań do aktualnej wiedzy medycznej z należytą starannością (patrz art. 4, 6). A przede wszystkim "Najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego - salus aegroti suprema lex esto. Mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady" (art 2. KEL).
Nawet jeśli nie byłoby KEL, mam jeszcze sumienie.
Właśnie to moje sumienie, nakazujące trzymać się zaleczeń klinicznych, czyni ze mnie nieludzkiego doktora. Bo stawiam kopytko Arłukowicza:
- pacjentce, która ma zakrzepicę żył głębokich, świeżutką, z klasycznymi objawami, wywiadem, jeszcze jednak niepotwierdzoną ultrasonograficznie. Według NFZ należy się leczenie za pełną odpłatnością - do czasu potwierdzenia w usg.
- pacjentowi z moczówką prostą, który leki stosuje od wielu lat, ale nie miał wykonanej diagnostyki potwierdzającej. Lek refundowany jest tylko w moczówce prostej centralnej i u tego pacjenta skuteczny, co przemawia za rozpoznaniem. Wg NFZ nie ma pełnego rozpoznania - refundacja się nie należy.
- pacjentce z padaczką, która nie była łaskawa przynieść zaświadczenia od neurologa, na którym byłoby napisane, że specjalista prosi o przedłużenie leczenia. A jej właśnie się lek kończy, ma ostatnią tabletkę.
Żeby nie było - te trzy osoby trafiły do mnie w czwartek. A ja jestem nieludzki doktór, stawiam im kopytko Arłukowicza i odsyłam do apteki naprzeciwko, gdzie otrzymają leki z refundacją. Bo należało zaznaczyć 100% odpłatność, mając świadomość, że nikt z tych chorych nie wykupi leków, a brak leczenia może skończyć się śmiercią - i to byłoby ludzkie.
Łączna wartość leków na tych trzech receptach wyniosła 1049,26. Pacjenci zapłacili razem 23 zł 83 gr.
Za jakieś 4 lata przyjdzie kontrola (zapewne nikt nie wierzy, że NFZ daruje lekarzom ten protest i karać nie będzie) i obarczy mnie kwotą refundacji oraz odsetkami. A w gazecie potem napiszą, że pewien nieludzki doktor wyłudził pieniądze ubezpieczonych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz