Sejm usunął dla jednych kontrowersyjny, dla innych skandaliczny, a dla innych słuszny zapis dotyczący karania lekarzy za błędnie wypisane recepty. Media odtrąbiły sukces wszystkich poza skrzywdzonymi aptekarzami - i Ministra Zdrowia, i lekarzy, i pacjentów. Wszystkie biorące w negocjacjach organizacje lekarskie rekomendują złagodzenie protestu i faktycznie, już na sobotnich i niedzielnych dyżurach część lekarzy zaprzestała "kopytkowania" recept.
Jakby tak pięknie było, nie czułoby się niesmaku. Bo nie jest prawdą, że kar nie będzie - będą zapisane w umowach z NFZ, a nowy zapis w podstawowej dla pracy medyków Ustawie o zawodzie lekarza, o konieczności wpisywania poziomu refundacji na recepcie, będzie podstawą do pociągnięcia lekarza także do odpowiedzialności przed Sądem Lekarskim.
Jakby tak pięknie było, nie mielibyśmy od dziś protestu aptekarzy, którzy bardzo mocno oberwali za realizowanie polecenia władzy i ignorowali pieczątkę kopytkiem Arłukowicza zwaną.
Czarną rzeczywistość odczują na własnej skórze dopiero pacjenci i to jeszcze nie teraz. Teraz jeszcze są zaopatrzeni w leki, bo recepty realizowali w końcu grudnia, płacąc grosze. Lekarze zaczną bardzo skrupulatnie stosować się do charakterystyk produktów leczniczych, sprawdzać rzekome dowody ubezpieczenia, a z kieszeni pacjentów popłynie strumień żywej gotówki.
Najpierw jednak Prezydent nie podpisze nowelizacji ustawy refundacyjnej ze względu na aptekarzy. Wrócimy do punktu wyjścia.
Dlatego "kopytko" leży spokojnie w szufladzie, przyczajone, żeby stuknąć z podwójną siłą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz