niedziela, 15 stycznia 2012

Co może Rzecznik Praw Pacjenta

Przeglądam opracowany w 2009 r. przez współpracowników św. pamięci prof. Janusza Kochanowskiego Raport o korespondencji i kontaktach między RPO a Ministerstwo Zdrowia w sprawie praw obywateli do ochrony zdrowia. Uświadamiam sobie różnice w postrzeganiu przyczyn niedowładu ochrony zdrowia między poprzednim Rzecznikiem Praw Obywatelskich a obecnym Rzecznikiem Praw Pacjenta.
Dla Janusza Kochanowskiego najistotniejszym problemem w polskiej ochronie zdrowia było przede wszystkim złe zarządzanie,za co największą odpowiedzialność przypisywał poszczególnym Ministrom Zdrowia. Widać to po bardzo obszernej korespondencji między RPO a Ministrami Zdrowia w latach 2006 - 2009. Zwraca uwagę wysoki poziom merytoryczny wystąpień i interwencji RPO, kierowanych do MZ, w wielu sprawach ważnych zarówno dla środowiska lekarzy i pacjentów. Przykładowo, warto wspomnieć, że problem nieistnienia wiarygodnego dowodu ubezpieczenia pacjentów czy leczenia produktami leczniczymi niemającymi wskazań rejestracyjnych był wielokrotnie poruszany przez RPO. Niejednokrotnie dochodziło do konfliktów na tym tle między RPO a Ministrem Zdrowia, szczególnie za czasów urzędowania na Miodowej Pani Minister Ewy Kopacz. MZ wyrażało nieskrywaną irytację dociekliwością Rzecznika.
Zupełnie inaczej, przynajmniej było tak dotychczas, wygląda aktywność Rzecznika Praw Pacjenta. Konflikty i nieporozumienia wokół ustawy refundacyjnej są tego najlepszym przykładem. Dla RPP jedynym winowajcą w obecnej sytuacji, odpowiedzialnym za naruszenia praw pacjentów w dostępie do leków, są lekarze. To w stosunku do tego środowiska mają być prowadzone postępowania administracyjne, które skutkować mogą nakładaniem przez Rzecznika kar finansowych. RPP nie pokusił się natomiast o głębszą refleksję nad przyczynami obecnego zamieszania w ochronie zdrowia. Zupełnie nie dostrzegł, co wyraźnie możemy znaleźć w powołanym na wstępie Raporcie RPO, zaniechań MZ w przygotowywaniu i wprowadzaniu ustawy refundacyjnej. Na stronie internetowej RPP nie znajdziemy ani jednego krytycznego wystąpienia do MZ, wytykającego mu nieprzygotowanie i opóźnienia we wprowadzaniu koniecznych zmian do sytemu ochrony zdrowia.
Ktoś może powiedzieć, że wybrał inną taktykę. Nie chce drażnić MZ. Dzięki temu chce więcej osiągnąć. Nawet jeśli takie są zamierzenia, to polityka taka ponosi klęskę. Konflikt o ustawę refundacyjną to aż nadto odsłonił. Nikt nie liczy się z głosem RPP. Nie słuchają go też na Miodowej. Pomijając aspekt merytoryczny wystąpień RPP do MZ (olbrzymia różnica na niekorzyść RPP w porównaniu ze wcześniejszymi wystąpieniami) niejednokrotnie nie otrzymuje na nie odpowiedzi. Zwróćmy uwagę na ważne wystąpienie RPP z 21 października 2011 r. do Dyrektora Departamentu Organizacji Ochrony Zdrowia, w sprawie rozstrzygnięcia kwestii wystawiania recept na leki refundowane dla pacjentów, którzy nie przedstawili dowodu ubezpieczenia (pismo na stronie internetowej RPP). Mimo monitu z początku grudnia, dotychczas RPP nie otrzymał odpowiedzi! A jest to niezwykle istotne zagadnienie w kontekście stosowania ustawy refundacyjnej. Taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca za czasów poprzedniego Rzecznika Praw Obywatelskich.
Zastanawiające jest też, dlaczego w wystąpieniach RPP nie poruszono problemu ograniczenia dostępności pacjentów do leków, które mają bardzo ograniczone, nieprzystające do aktualnej wiedzy medycznej, wskazania rejestracyjne. A przecież te regulacje odbierają dużej części pacjentów prawo do refundowanych leków. Paradoks polega na tym, że powołanie RPP miało w zamierzeniu ustawodawcy poprawić pozycję pacjentów w systemie ochrony zdrowia, a wyszło.... nie wyszło chyba najlepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz