wtorek, 10 stycznia 2012

Jak nie wiadomo, o co chodzi...

Dlaczego rząd tak uparcie broni refundacji tylko we wskazaniach rejestracyjnych?
Po pierwsze, generyki mają zazwyczaj określoną tylko część wskazań w stosunku do preparatów oryginalnych, po drugie wiele leków jest stosowanych ze wskazań klinicznych, które są szersze niż rejestracyjne. Duża część pacjentów dostanie swoje leki ze 100% odpłatnością. Należy się liczyć, że zmniejszy się sprzedaż niektórych preparatów, zwłaszcza tych, co mają wysokie ceny. Firmy farmaceutyczne mają dwa wyjścia: obniżenie cen leków i dodanie nowych wskazań rejestracyjnych. Ta druga procedura jest kosztowna, ale na dłuższą metę się może opłacać, ponieważ pozwala utrzymać sprzedaż na stałym poziomie.
Wszystko pięknie, do budżetu za jakiś czas wpłyną kolejne pieniądze za rejestrację następnych wskazań - ale czy aby na pewno? Czyż nie jest to wylewanie dziecka z kąpielą?
Są przecież sytuacje, w których niezależnie od ceny leku pacjent wykupi receptę. Dla przykładu- ciężarna zagrożona zakrzepicą żył głębokich; ok. 44 tygodnie (razem z połogiem) przyjmowania podskórnie heparyny drobnocząsteczkowej, wydatek blisko 4 tys. złotych. Ładne mi działania prorodzinne. No, ale przecież nie istnieje coś takiego, jak sumienie firmy farmaceutycznej. Ani sumienie rządu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz